Blog

Dlaczego tak trudno odwołać psa od pogoni za zwierzyną i co możemy w związku z tym zrobić?

Przywołanie psa w sytuacji codziennej – w domu, w ogrodzie czy na spokojnym spacerze – bywa dla wielu opiekunów stosunkowo łatwe. Ten sam pies, który bez wahania reaguje na komendę „do mnie” w parku, może jednak całkowicie „ogłuchnąć” w momencie, gdy na horyzoncie pojawi się sarna, zając czy stado dzików. To doświadczenie jest frustrujące, stresujące i często prowadzi do wniosku, że pies jest „uparty”, „nieposłuszny” albo „robi na złość”. W rzeczywistości jednak problem ten jest znacznie bardziej złożony i głęboko zakorzeniony w biologii psa, jego ewolucji oraz mechanizmach działania mózgu.

Aby zrozumieć, dlaczego pies tak trudno odwołuje się od dzikiej zwierzyny, trzeba cofnąć się o tysiące lat – do czasów, gdy przodkiem psa był wilk. Wilki są drapieżnikami, których przetrwanie zależało od umiejętności tropienia, pogoni i polowania. Te zachowania nie były wyuczone – były wrodzone, zapisane w układzie nerwowym i wzmacniane przez dobór naturalny. Udomowienie psa nie polegało na „usunięciu” instynktów łowieckich, lecz na ich modyfikacji. Człowiek selekcjonował psy pod kątem przydatności użytkowej: jedne miały gonić i chwytać zwierzynę, inne ją wystawiać, jeszcze inne pilnować stad lub tropić zapach. Nawet rasy uznawane dziś za „rodzinne” czy „kanapowe” wciąż noszą w sobie genetyczne ślady drapieżnika. Gdy pies widzi uciekające zwierzę, uruchamia się w nim sekwencja łowiecka: zauważenie → skupienie → pogoń → chwyt. To automatyczny proces, nad którym kora mózgowa – odpowiedzialna za podejmowanie świadomych decyzji – ma ograniczoną kontrolę. Oznacza to, że pies w danej chwili nie „wybiera” ignorowania opiekuna; jego mózg działa w trybie, który przez tysiące lat decydował o przeżyciu. Widok, zapach lub dźwięk zwierzęcia uruchamia gwałtowny wyrzut dopaminy, noradrenaliny i adrenaliny. Są to neuroprzekaźniki odpowiedzialne za pobudzenie, koncentrację i motywację. Dopamina nie jest „hormonem szczęścia”, jak często się ją nazywa, lecz neuroprzekaźnikiem oczekiwania nagrody. Pogoń za zwierzyną jest dla psa jedną z najsilniej nagradzających czynności, jakie istnieją. Nawet jeśli pies nigdy nie złapał sarny, sama pogoń jest dla niego ekstremalnie satysfakcjonująca. W porównaniu z tym intensywnym bodźcem, głos opiekuna – nawet jeśli normalnie kojarzy się z nagrodą – jest znacznie słabszy. Pies nie ignoruje komendy złośliwie; jego układ nerwowy jest chwilowo niezdolny do przetwarzania mniej intensywnych bodźców.

Wielu opiekunów uważa, że jeśli pies „zna komendę”, to powinien ją wykonać w każdej sytuacji. Tymczasem z perspektywy psychologii uczenia się, pies zna komendę tylko w takich warunkach, w jakich była ona ćwiczona i wzmacniana.

Jeżeli przywołanie było trenowane głównie w domu, na podwórku lub w spokojnym parku, to pies nie nauczył się reagować na tę komendę w obecności ekstremalnych rozproszeń. Dla psa „do mnie” w lesie, przy sarnie, to zupełnie inna komenda niż „do mnie” w kuchni.

Co więcej, jeśli pies choć raz doświadczył, że zignorowanie przywołania i pogoń za zwierzyną były możliwe, a nawet przyjemne, to to zachowanie zostało silnie wzmocnione. Każda udana pogoń – nawet bez złapania – zwiększa prawdopodobieństwo, że pies zrobi to ponownie.

W momencie pojawienia się dzikiej zwierzyny pies doświadcza konfliktu motywacji: z jednej strony istnieje relacja z opiekunem, wyuczone zachowania i wcześniejsze nagrody, z drugiej – potężny impuls instynktowny. W większości przypadków instynkt wygrywa, ponieważ jest starszy ewolucyjnie i silniej zakorzeniony. Dla większości psów przywołanie oznacza przerwanie czegoś niezwykle ekscytującego. To trochę tak, jakby poprosić człowieka, aby natychmiast przerwał coś, co jest dla niego spełnieniem marzeń, w zamian za coś znacznie mniej atrakcyjnego. Jeśli nagroda za powrót nie jest konkurencyjna wobec samej pogoni, pies nie widzi powodu, by z niej zrezygnować.

Nie bez znaczenia jest również emocjonalna reakcja człowieka. Gdy pies rusza za zwierzyną, opiekun często krzyczy, wpada w panikę, złość lub strach. Dla psa takie emocje nie są sygnałem do powrotu, lecz kolejnym chaotycznym bodźcem, który może jeszcze bardziej zwiększyć pobudzenie.Jeśli po powrocie pies spotyka się z karą, krzykiem lub napiętą atmosferą, uczy się, że powrót do opiekuna po pogoni jest nieprzyjemny. W efekcie następnym razem będzie jeszcze mniej skłonny do przerwania pościgu.

Nie wszystkie psy mają taki sam poziom trudności z przywołaniem od zwierzyny. Rasy myśliwskie, pasterskie czy pierwotne zostały selekcjonowane pod kątem silnej reaktywności na ruch i zapach. U nich instynkt pogoni jest wyjątkowo intensywny. Jednocześnie nawet w obrębie tej samej rasy istnieją ogromne różnice indywidualne. Temperament, wcześniejsze doświadczenia, poziom samokontroli i relacja z opiekunem mają ogromny wpływ na zachowanie psa w sytuacjach wysokiego pobudzenia.

Mówienie o „nieposłuszeństwie” psa w kontekście pogoni za zwierzyną jest uproszczeniem, które nie oddaje istoty problemu. Pies nie podejmuje moralnej decyzji o złamaniu zasad. Jego zachowanie jest wynikiem działania układu nerwowego w konkretnych warunkach. Zamiast postrzegać sytuację jako walkę o dominację czy testowanie granic, lepiej spojrzeć na nią jak na problem regulacji emocji i kontroli impulsów – umiejętności, które muszą być systematycznie i stopniowo budowane.

Zrozumienie, dlaczego tak trudno przywołać psa od dzikiej zwierzyny, prowadzi do bardziej realistycznych oczekiwań. Nie każdy pies będzie w stanie w 100% zrezygnować z pogoni, zwłaszcza w młodym wieku lub przy braku odpowiedniego treningu.

Odpowiedzialność spoczywa na człowieku, dlatego zamiast oczekiwać strategicznie podejdź do :

  • zarządzania środowiskiem,
  • używania smyczy lub linki treningowej,
  • unikania miejsc o dużym zagęszczeniu zwierzyny
  • stopniowego budowania umiejętności psa.

Jeśli potrzebujesz wsparcia, zapraszam Cię serdecznie na nasz kurs stacjonarny „Przywołanie to zabawa” oraz do obserwowania naszych podcastów na YouTube

Ściskam ciepło życząc cudownej zabawy w przywołania

Dorota

Czy warto uczyć szczeniaka chodzenia na luźnej smyczy?

Uczenie szczeniąt chodzenia na luźnej smyczy to według mnie jeden z fundamentów odpowiedzialnej opieki nad psem. Wprawdzie wielu początkujących właścicieli uważa, że to tylko jedno z wielu poleceń czy zachowań, jakie pies musi opanować, lecz w rzeczywistości umiejętność spokojnego spacerowania bez ciągnięcia odgrywa kluczową rolę w codziennym życiu zarówno zwierzęcia, jak i człowieka. Jest to kompetencja, która wpływa na bezpieczeństwo, zdrowie, komfort, rozwój emocjonalny psa, a także budowanie trwałej relacji z opiekunem. Chociaż może wydawać się to zadaniem wymagającym czasu, konsekwencji i cierpliwości, efekty nauki przynoszą wieloletnie korzyści, które trudno przecenić.

Przede wszystkim warto zrozumieć, że wszystkie psy – niezależnie od rasy, wieku czy temperamentu – uczą się chodzenia na smyczy. Nie jest to zachowanie naturalne. W naturze pies porusza się swobodnie, decyduje o kierunku, tempie i zatrzymaniach. Smycz jest dla niego ograniczeniem, a to oznacza, że od samego początku wymaga on nauki, jak poruszać się w rytmie i zgodzie z człowiekiem. Jeśli nie położymy solidnych podstaw w okresie szczenięcym, ryzykujemy późniejsze problemy wychowawcze, które mogą prowadzić do frustracji, braku kontroli, a nawet agresji lub lęków. Nie bez powodu zatem ta umiejętność jest nie tylko uczona podczas Szczeniaczkowa czy Podstaw Pracy z Psem, ale także obejmuje cały osobny kurs „Luźna smycz bez tajemnic”

1. Bezpieczeństwo psa i opiekuna

Najważniejszym argumentem przemawiającym za nauką chodzenia na luźnej smyczy jest bezpieczeństwo. Szczenię, które nie potrafi iść spokojnie obok człowieka, może nagle szarpnąć, próbując podbiec do samochodu, rowerzysty, innego psa, dzikiego zwierzęcia lub czegoś, co je zainteresuje. Zrywanie smyczy czy gwałtowne ciągnięcie może skończyć się nie tylko upadkiem opiekuna, ale także poważnym urazem samego zwierzęcia. Naciągnięcie obroży lub uprzęży, intensywny nacisk na kręgi szyjne czy klatkę piersiową prowadzą do mikrourazów, przewlekłego napięcia mięśniowego, a w skrajnych przypadkach do uszkodzeń tchawicy. Opiekun również naraża się na ryzyko. Każdy, komu pies „wyrwał ramię ze stawu” podczas próby pogoni za ptakiem, wie, jak bolesne potrafi to być doświadczenie.

2. Komfort i przyjemność spacerów

Spacer jest jednym z najważniejszych elementów życia psa. To czas eksploracji, ruchu, nauki, kontaktu ze światem i zaspokajania potrzeb gatunkowych. Jednak dla wielu opiekunów codzienny spacer staje się udręką, gdy pies wciąż ciągnie, dusi się, przeskakuje z jednej strony na drugą i zachowuje się chaotycznie. Brak tej umiejętności skutkuje tym, że opiekun niechętnie wychodzi na spacer, skraca go do minimum albo robi to w stresie, a to z kolei negatywnie wpływa na psa.

Gdy szczenię potrafi iść na luźnej smyczy, spacer zamienia się w przyjemność. Nie ma napięcia, nie ma walki o kierunek, nie ma frustracji ani u psa, ani u człowieka. Właściciel może spokojnie obserwować otoczenie, zwracać uwagę na sygnały wysyłane przez zwierzę, a pies ma możliwość swobodnego węszenia i eksplorowania w granicach bezpiecznej przestrzeni. To buduje poczucie harmonii i komfortu w codziennym życiu.

3. Rozwój społeczny i emocjonalny psa

Smycz nie jest jedynie narzędziem fizycznym – jest również formą komunikacji. Uczy psa regulacji emocji, samokontroli i reagowania na sygnały od opiekuna. Szczenię, które od małego uczy się chodzić spokojnie na smyczy, rozwija zdolność panowania nad ekscytacją i impulsywnymi zachowaniami. Poznaje, że kontakt z człowiekiem jest bardziej wartościowy niż chaotyczne podążanie za własnym instynktem.

Jednym z najważniejszych elementów rozwoju psa jest nauka radzenia sobie w środowisku pełnym bodźców. Młode zwierzę bywa łatwo pobudzane i reaguje instynktownie na każdy dźwięk, zapach czy ruch. Chodzenie na luźnej smyczy to doskonałe ćwiczenie treningu uważności i samokontroli. Pies uczy się, że nie musi reagować na każdą rzecz natychmiast, że może chwilę poczekać, spojrzeć na opiekuna, otrzymać wskazówkę i dopiero wtedy podjąć działanie. To niezwykle ważna umiejętność, która procentuje w wielu innych obszarach posłuszeństwa.

4. Budowanie relacji i zaufania

Szczenię, które uczy się spokojnie chodzić obok człowieka, zaczyna traktować go jako punkt odniesienia. Opiekun nie jest już wyłącznie „osobą trzymającą smycz”, ale przewodnikiem, nauczycielem i źródłem poczucia bezpieczeństwa. Każdy spacer staje się okazją do budowania więzi opartej na wzajemnym zrozumieniu i współpracy.

Jeśli pies ciągnie, a opiekun w odpowiedzi ciągnie smycz z powrotem, powstaje konflikt. Smycz staje się narzędziem siłowego przeciągania liny, co psuje relację. Pies nie uczy się wtedy współpracy, ale opór, frustracja i nieporozumienia narastają. Tymczasem nauka luźnej smyczy oparta na nagradzaniu, pozytywnych skojarzeniach i spokojnej komunikacji wzmacnia więź i tworzy podstawę do dalszego szkolenia.

5. Profilaktyka problemów behawioralnych

Wielu opiekunów zgłasza się z problemami, które wynikają z braku umiejętności chodzenia na smyczy. Ciągnięcie prowadzi do frustracji, a frustracja do reaktywności. Pies, który jest nieustannie napięty, szybciej reaguje agresywnie lub lękowo. Jeśli smycz jest stale napięta, psa łatwo „postawić w stan gotowości”, co zwiększa prawdopodobieństwo, że zacznie reagować intensywniej na bodźce – jak inne psy czy ludzie. Taki spacer przestaje być przyjemnością dla właściciela i często spacery zaczynają być krótsze, coraz bardziej nerwowe i zamyka się w ten sposób koło frustracji.

Szczenię, które od początku uczy się chodzenia na luźnej smyczy, nie przejawia takich problemów w przyszłości tak często. Uczy się zachowywać równowagę emocjonalną, redukować napięcie, zaufać opiekunowi i interpretować bodźce spokojniej. To jedna z najlepszych inwestycji w przyszłą stabilność behawioralną psa.

Pies, który potrafi iść na luźnej smyczy, jest mile widziany w przestrzeni publicznej. Niezależnie od tego, czy idziemy do weterynarza, sklepu zoologicznego, na rynek, do kawiarni przyjaznej psom czy na zatłoczony chodnik – spokojnie chodzący pies wzbudza zaufanie otoczenia. Ludzie mniej się boją, łatwiej go ominąć, a opiekun nie musi martwić się o to, że zwierzę wpadnie w kogoś, obskoczy przechodnia czy zaplącze smycz o czyjeś nogi.

To szczególnie ważne w dużych miastach, gdzie przestrzeń jest ograniczona i trzeba dzielić ją z innymi ludźmi oraz zwierzętami. Szczenię uczone od początku odpowiednich nawyków staje się psem, z którym można bez problemu poruszać się w różnych środowiskach.

Nauka chodzenia na luźnej smyczy to kluczowy element wychowania każdego psa – szczególnie szczenięcia. Wpływa na bezpieczeństwo, zdrowie fizyczne i emocjonalne, komfort spacerów, jakość relacji z opiekunem oraz przebieg socjalizacji. Chroni psa przed urazami, zapobiega problemom behawioralnym i tworzy solidną podstawę do dalszego szkolenia. To inwestycja, która procentuje przez całe życie zwierzęcia.

Szczenię, które uczy się chodzić na luźnej smyczy, staje się psem spokojniejszym, bardziej zrównoważonym i łatwiejszym w prowadzeniu. Opiekun zyskuje komfort codziennych spacerów, większe poczucie kontroli oraz możliwość cieszenia się wspólnym życiem z psem bez stresu i frustracji. Chociaż proces nauki wymaga cierpliwości i konsekwencji, korzyści są nieporównywalnie większe niż wysiłek włożony w szkolenie. Dlatego warto zacząć jak najwcześniej i położyć solidne fundamenty pod przyszłe, harmonijne i pełne zaufania relacje z czworonogiem.

Cudownej zabawy moi Mili i przepięknych spacerów

Dorota

PS. Na naszym YouTube CANISTIC znajdziecie filmiki wspierające naukę chodzenia na luźnej smyczy.

Pierwsze dni szczeniaczka w domu

Pierwsze dni szczeniaka w nowym domu to czas pełen emocji — zarówno dla niego, jak i dla opiekuna. To moment ekscytujący, ale też wymagający. Mały piesek dopiero poznaje świat, a my w tym czasie tworzymy fundamenty jego przyszłego życia: uczymy go zasad, wprowadzamy rutyny, budujemy poczucie bezpieczeństwa i zaufania. To, co wydarzy się w tych pierwszych dniach i tygodniach, będzie miało ogromny wpływ na rozwój malucha, jego zachowanie oraz przyszłą więź z człowiekiem.

Strefa bezpieczeństwa – kojec

Zanim szczeniak przekroczy próg domu, warto przygotować dla niego wyznaczoną przestrzeń. Nie musi to być duży pokój — wystarczy fragment salonu czy kuchni, w którym znajdą się:

  • legowisko lub klatka kennelowa,
  • miski na wodę i karmę,
  • kilka bezpiecznych zabawek,
  • mata lub podkład higieniczny,
  • gryzaki

Szczeniak potrzebuje miejsca, w którym będzie mógł odpocząć i czuć się bezpiecznie. Zbyt duża przestrzeń może go początkowo przytłoczyć.

Kojec natomiast nie jest dobrym miejscem na pierwszą noc. To trudny moment dla maluchów, które pierwszy raz będą bez rodzeństwa i mamy, dlatego separowanie ich i zostawienie w innym pokoju nie jest dobrym rozwiązaniem.

Gdzie zatem powinien spędzić pierwszą noc?

  • obok łóżka opiekuna, w legowisku lub kennelu przykrytym kocem (tworząc „norkę”)

Rytm dnia

Rutyna i przewidywalność dają szczeniakom poczucie bezpieczeństwa, a nam pomagają świadomie dbać o wszystkie potrzeby naszego psa – o odpoczynek, zabawę, naukę, eksplorację. Przykładowy plan dnia może wyglądać w następujący sposób:

  • 6:00 – pobudka, wyjście na siusiu
  • 6:30 – śniadanie
  • 7:00 – relaks
  • 9:00 – krótki trening i zabawa
  • 10:00 – spacer
  • 11:00 – drzemka
  • 12:00 – obiad
  • 12:30 – spacer fizjologiczny
  • 13:00 – drzemka
  • 15:00 – podwieczorek
  • 16:00 – spacer + nauka
  • 18:00 – odpoczynek
  • 19:00 – kolacja
  • 19:15 – spacer fizjologiczny
  • 20:00 – spokojne zabawy, wyciszanie
  • 22:00 – ostatnie sikanie przed snem

Moment drzemki i relaksu to czas, gdy szczeniak spędza czas w kojcu, a my możemy bez stresu zająć się domowymi bądź zawodowymi sprawami bez konieczności patrzenia, czy nic nie gryzie, czy jest bezpieczny, czy nie załatwia się za kanapą itd.

Zabawy

Dla mnie najistotniejsze jest, aby mój pies, jako dorosły, spokojnie chodził na smyczy. Nie pobudzał się na widok innych psów, zwierząt, ludzi czy ruchu ulicznego. Aby wracał na przywołanie, nie tylko wtedy, gdy nic innego nie ma do roboty, ale żeby wracał zawsze, z radością, ignorując rozproszenia. Dlatego wplatam od początku w zabawy z psem ważne wartości – np. :

  • błyskawiczną reakcję na imię,
  • podążanie za mną na smyczy i bez
  • pracę z rozproszeniem
  • rezygnację z żarcia na ziemi

Im więcej ja pokażę mojemu psu w formie zabaw, tym mniej kształtować go będzie środowisko. Pamiętaj, że pies uczy się cały czas, dlatego warto stworzyć mu warunki, aby wyrósł na zrównoważonego, pewnego siebie i szczęśliwego psa. Jeśli chcesz wprowadzić psu takie zabawy, a nie masz pojęcia jak – zapraszamy na zajęcia Szczeniaczkowo bądź Podstawy Pracy z Psem oraz zachęcamy do obserwowania naszego kanału na YouTube

Zapraszam Cię do krótkiego podcastu i wierzę, że teraz będzie Ci łatwiej <3

Serdeczności

Dorota

Psi podbiegacz – jak sobie z tym radzić?

IMG_5053-1-701x428

Psi podbiegacz to pies, który nieproszenie i najczęściej bez kontroli opiekuna zbliża się szybko do innego psa, człowieka lub zwierzęcia. Kluczowym elementem tej definicji jest brak zaproszenia oraz brak realnego nadzoru. Podbieganie może być wynikiem ekscytacji, chęci zabawy, lęku, braku socjalizacji, instynktu pogoni, a nierzadko – zwykłej nudy. Nie ma też znaczenia rasa ani rozmiar: podbiegaczem może być zarówno młody golden retriever, jak i niewielki yorkshire terrier czy duży owczarek. Niepokój budzi to, że nawet mały pies może wywołać ogromny stres u innych czworonogów, osób prowadzących psy reaktywne lub u dzieci, osób starszych albo biegaczy.

Zachowanie psa zawsze ma swoje źródło, które można rozłożyć na czynniki pierwsze. Podbieganie również nie jest przypadkowe i wynika z kilku najczęściej obserwowanych przyczyn.

Nadmierna ekscytacja i brak samokontroli – młode psy bardzo łatwo się pobudzają, a jeśli nie nauczyły się kontroli swoich emocji, ruszają biegiem do wszystkiego, co wydaje się interesujące. Brak szkolenia, brak wprowadzenia zasad i zbyt duża swoboda często potęgują ten mechanizm.

Instynkt łowiecki – biegacze, rowerzyści czy bawiące się dzieci są niezwykle atrakcyjnymi bodźcami dla psów z silnym popędem pogoni. Niektóre rasy mają ten instynkt mocniej zakorzeniony, ale każdy pies może wykazywać zachowania pogoni, zwłaszcza, jeśli wcześniej mu na to pozwolono.

Lęk i niepewność – paradoksalnie niektóre psy podbiegają nie dlatego, że są pewne siebie, ale dlatego, że próbują skrócić dystans, aby szybciej ocenić sytuację.

Słaba socjalizacja – jeżeli pies nie miał okazji nauczyć się prawidłowej komunikacji i odpowiednich zachowań w obecności innych psów, może reagować chaotycznie. Podbieganie bywa wtedy efektem nieumiejętnej próby kontaktu.

I chyba w perspektywie długoterminowej najważniejsza przyczyna:

BO MOŻE. A właściciel czasem nieświadomie wzmacnia takie zachowanie pozwalając psu na całkowitą kontrolę sytuacji spacerowej.

Pamiętajmy także o aspekcie ludzkim, o naszych emocjach, ale także o prawie, by czuć się bezpiecznie.

Niektóre osoby boją się psów, a niektóre dzieci mogą zareagować panicznie. Podbiegający pies, nawet przyjazny, może doprowadzić do wypadku – przewrócić dziecko, ugryźć w emocjach lub spowodować zderzenie biegacza z przeszkodą.

Właściciel psa pewnego siebie, przyjacielskiego, „zawsze chętnego do zabawy” może nie rozumieć, dlaczego ktoś reaguje złością czy paniką, gdy jego pupil podbiega. Z kolei osoby prowadzące psy reagujące lękiem, agresją, nadwrażliwością lub po prostu chore przeżywają stres za każdym razem, gdy ktoś nie kontroluje swojego zwierzęcia. Podbiegacz może przewrócić starszego psa, zdenerwować chorego, zarazić go chorobą lub zwyczajnie doprowadzić do bójki. Nie wszystkie psy mogą mieć kontakt z obcymi zwierzętami. Pies w trakcie terapii behawioralnej często wymaga kontrolowanych, spokojnych spacerów. Wybieg podbiegacza potrafi zrujnować miesiące pracy.

Prawda jest taka, że często nie mamy wpływu na to, co zrobią inni i uwierzcie mi, że nasze nerwy rzadko kiedy powodują natychmiastowe odwołanie psa podbiegacza.

My jako Canistic edukujemy, uwrażliwiamy uczestników psiego przedszkola czy kursu posłuszeństwa, że wchodzenie w przestrzeń prywatną innego psa bez obopólnej zgody psów nie jest w porządku. Nad czym warto jeszcze popracować, żeby nasz pies nie stał się takim podbiegaczem?

– nad przywołaniem (Kurs Przywołanie to zabawa)

– nad chodzeniem na smyczy (Kurs Luźna smycz, Kurs Podstawy Pracy z Psem)

– nad niereaktywnością na bodźce (szybko poruszające się obiekty, psy, biegacze, zwierzyna itd.)

– nad jakością naszych spacerów

A o tym, jak sobie doraźnie radzić w sytuacji, gdy nieproszony pies leci w Waszą stronę, a drugiego właściciela nie widać, opowiadam w poniższym podcaście. Mam nadzieję, że dzięki temu zyskasz więcej spokoju na spacerach, z czymkolwiek się mierzysz.

Serdeczności

Dorota

Ratunku! Co zrobić, gdy mój szczeniak na mnie skacze?

To pytanie pojawia się na każdym Szczeniaczkowie i na prawie każdym kursie Podstawy Pracy z Psem. Spokojnie, nie jesteś sam/a. Poniżej wyjaśnię Ci, dlaczego tak się dzieje i jak sobie możesz z tym poradzić.

Kiedy w hodowli pojawią się szczeniaczki, ciężko nie brać ich na ręce, by ucałować, nie wąchać małych stópek czy leżeć na podłodze z nimi i nie dostać buziaka centralnie w nos. Robimy wszystko, by patrzeć na świat z ich poziomu i uczestniczymy w doświadczaniu świata. A co robimy, gdy nieporadny szkrab wdrapie się nam dzielnie na kolana? Cieszymy się, głaskamy, mówimy mu, że jest taki dzielny. Wzmacniamy od najwcześniejszych dni bycie blisko nas, wtulanie się, wchodzenie na kolana, całowanie. To jest bardzo przyjemne zarówno dla psa, jak i hodowcy/właściciela, ale tak jak przyjemne, tak mocno wzmacniające. Czy hodowcy/właściciele powinni zatem z tego zrezygnować? Absolutnie nie. I Wy też nie musicie, jeśli wszystko poubieramy sobie w ramy.

Kiedy szczeniaczek podrasta, zaczyna przeszkadzać nam skakanie, bo jego waga się zmienia i z małej, słodkiej kulki przeradza się w młodzieńca. Tak, w przypadku ras miniaturowych te różnice nie są aż tak odczuwalne i w tajemnicy Wam powiem, że przez 18 lat mojej pracy nigdy nie miałam konsultacji ani narzekania, że dorosła chihuahua skacze na właściciela 🙂 Zatem problem leży w naszej percepcji, bo pies nie wie, że urósł, przytył, że pazury ma ostre itd i postępuje tak, jak dotychczas. Kiedyś działało, dawało dużo przyjemności i nie rozumie, czemu zrobiliśmy bezsensowną z jego punktu widzenia zmianę zasad.

Jak więc poradzić sobie z uporczywym skakaniem? Po pierwsze – nie wzmacniać, po drugie – nauczyć psa zachowania zastępczego.

„Dorota, ja nigdy nie nagrodziłam tego skakania! Mówię psu, że nieładnie, że ma nie skakać. Czasem nawet krzyknę, ale nadal na mnie skacze” – jak bym dostawała złotówkę za to zdanie, to bym mogła sobie już dobry samochód kupić 😉 Rozmawianie z psem, krzyczenie itd są wzmacniające, są nagrodą. Dlaczego? Bo pies zyskał Waszą uwagę. Możecie odwrócić się do psa plecami, ale często psy obskakują z różnych stron i ostre pazury utrudniają nam brak reakcji. Ja po prostu wychodzę za drzwi i po kilku sekundach otwieram je ponownie i patrzę, jak zachowuje się pies. Jeśli jest pełen emocji i zbiera się do skoku, wychodzę ponownie. I tak do skutku, aż pies zachowa spokój jakieś 5-7 sekund. Wtedy kucam i się witam, aby nie wzmacniać skakania. Witam się spokojnie głaszcząc psa i odsyłam po jakąś zabawkę, żebym mogła spokojnie zdjąć kurtkę/płaszcz. Kiedy mam szczeniaka wychodzę z domu kilkanaście razy (na minutę, dwie), aby wyciszyć emocje związane z moim wyjściem i powrotem. Czasem wchodzę do domu i nic nie mówię, czas spokojnie pogłaszczę, ale nigdy przenigdy nie nakręcam psa „jeeeeju, jak ja tęskniłam”.

Po drugie – uczę zachowania zastępczego, czyli zastanawiam się najpierw, co bym chciała, aby pies robił, gdy wrócę do domu. Może to być przynoszenie zabawki (tak zrobiłam u mojego golden retrievera), może to być wskakiwanie do klateczki (tak jest u Muminka), może to być po prostu siad. Jeśli skupicie się na tym, co pies ma zrobić w miejsce skakania, łatwiej będzie Wam nad tym zapanować, ale także będzie to czytelniejsze i łatwiejsze dla Waszego psa.

Pies na wysokich emocjach może mieć problem z siadem, ale zachęcam Was do zabawy z poniższego filmiku, gdzie nie tylko damy psom szansę poćwiczyć siad, ale także aby nauczyły się słuchać komend na wyższych emocjach.

Bawcie się cudownie i do zobaczenia na zajęciach.

Dorota

Szczeniaczkowo czy podstawy pracy z psem – co wybrać?

Dość często pojawia się pytanie, na jaki kurs proponuję się zapisać. Sprawa wydaje się być prosta, gdy rozmawiamy o szczeniaczku w wieku 3 miesięcy i jest równie prosta, gdy rozmawiamy o rocznym psie. Jednak w przypadku psów w wieku 5-6 miesięcy znaczna część właścicieli ma dylemat. Ja też.

relacja z psem

Moje sugestie względem kursu wynikają z tego, co mi opowiecie o swoim psie – gdzie ma mocne strony, w czym jest świetny, jak reaguje na otaczającą go rzeczywistość, jak wyglądają jego kontakty socjalne, co lubi robić z Wami na spacerze, czy zauważa Was, gdy w pobliżu pojawia się inny pies itd. Fakt, że 5-6 miesięczny pies umie podać łapę i siada to ciut za mało, bym pokierowała Was na kurs „podstawy pracy z psem”. Dlaczego? Bo podawanie łapy nie wpływa na chodzenie na luźnej smyczy i spokojne mijanie innych psów, nie wpływa na przywołanie czy ignorowanie jedzenia na ziemi. To ciut za mało, by zbudować głęboką i bezpieczną relację z psem.

Szczeniaczkowo, czyli psie przedszkole uczy znacznie więcej niż siad, do mnie i ładnego poruszania się na smyczy. To tu budujemy fundament naszej relacji z psem. Uczymy go poprzez zabawy:

  • motywacji – aby chciał bardziej z nami niż tylko z innymi psami
  • kontroli impulsu – czyli żeby nie biegł, jak tylko coś się porusza, żeby nie kradł jedzenia, bo mu ładnie pachnie
  • podejmowania dobrych decyzji – aby jego i Wasze życie nie polegało na wiecznej kontroli i stresie

Psy potrzebują czasu, spokoju w nauce, warunków dopasowanych do ich możliwości i zrozumienia ćwiczeń, dlatego zachęcam – nie idźcie na ilość umiejętności, których Wasz pies nie wykonuje z pełnym zaangażowaniem, w każdych warunkach, z pasją w oku i rozmerdanym ogonem. Nie pchajcie ich w coraz to nowe zadania, gdy podstawy szwankują. Szczeniaczkowo jest super, pokochacie je zarówno Wy, jak i Wasze cudowne psiaki.

A teraz wyobraź sobie, że idziesz ze swoim szczeniakiem na spacer. Co chwilę zerka na Ciebie, bawi się z Tobą, ze spokojem obserwuje otaczający was świat. I nagle zauważasz na ziemi leżącą kość kurczaka. I wiesz, że Twój pies podejmie dobrą decyzję i jej nie ruszy. I wiesz także, że nie musisz na niego podnosić głosu i mówić „feeeeee, nie rusz, zostaaaaw”. Mijacie ją uśmiechając do siebie i wiecie, że możecie sobie ufać.

Brzmi dobrze? Ja tak z moimi psami mam od 18 lat. Zapraszam Cię na zajęcia, byś także mogła/mógł cieszyć się taką rzeczywistością

Napisz do mnie już dziś i zapisz się na kurs dorota@canistic.com.pl

Dorota

Wakacyjne wyjazdy z psem

Wakacje to niesamowicie intensywny czas w naszej szkole. Od lat wakacje rozpoczynają się naszymi wyjazdami i treningami z Fundacją Psi Ratownicy. To jest czas, gdy szkolimy zarówno nasze psy, jak i wspieramy wiedzą i doświadczeniem naukę pozostałych uczestników tego wyjazdu.

Później jednak rozpoczynają się nasze obozy dla psów. W tym roku podział obozowy był względem poziomu zaawansowania przewodników i psów – to nastąpiło całkowicie naturalnie, ponieważ przyjaciele Canistic, którzy wyjeżdżają z nami od lat, szkolą się u nas, chcieli pojechać tą samą ekipą, co w zeszłym roku. Niesamowicie cieszyłam się zarówno na ten obóz, jak i na drugi, na którym uczestnicy w dużej mierze nie znali moich metod pracy, czasem nawet nie szkolili jeszcze swoich psów.

Obóz lipcowy w Doghub pochłonął mnie jednak bez reszty. Szykowanie materiałów na wykłady, komponowanie ćwiczeń, planowanie wyzwań – to jest to, co uwielbiam i gdzie zatracałam się codziennie na kilka godzin, tylko po to, aby uczestnicy mogli jeszcze lepiej zrozumieć swoje psy, jeszcze lepiej poznać siebie w tej relacji i by zrozumieć, że są dla swoich psów najlepszymi trenerami.

Czasem padają pytania, czego nowego można nauczyć się na takim obozie, skoro już się było na jednym czy dwóch. Każdy obóz jest inny, ma inny rytm, intensywność, inny temat przewodni. Czasem pracujemy na podstawach, na innym zaś obozie zatapiamy się w niuanse, które, czasami, diametralnie zmieniają spojrzenie przewodnika na dane ćwiczenie. Zaczynamy się dzięki temu rozwijać, nie przymykać oczu na wrażliwość naszego psa, na jego frustrację wynikającą najczęściej ze zbyt wysokich wymagań względem edukacji, którą włożyliśmy. Stajemy się bardziej uważni, mniej oceniający, a ewentualne trudności stają się początkiem przygody treningowej.

Raz jeszcze dziękuję wszystkim uczestnikom za obecność, zaangażowanie, za otwartą głowę i serce, za wspólny czas, za inspirację i chęci, by zmieniać świat naszych psów na lepsze.

Jeśli masz chęć na wyjazdy z psem w naszym towarzystwie – terminy na kolejny rok pojawią się wkrótce TUTAJ

Uściski

Dorota i Łukasz

„W obozach Canistic biorę udział od kilku lat. Nie tylko dlatego, że to wspaniały pomysł na spędzenie czasu z psem i dobrą zabawę. To przede wszystkim prawdziwe kilkudniowe zanurzenie się w świecie treningów i relacji pies-człowiek. A Dorota prowadzi nas, uczestników, przez ten świat z niewyczerpaną i niezwykle obszerną wiedzą, uważnością, profesjonalizmem i serdecznością. Tłumaczy, ale i pyta o zdanie, stawia wyzwania ale i obdarza zaufaniem, przekazuje wiedzę i słucha. Poleciłabym obozy Canistic każdemu, komu zależy nie tylko na zdobywaniu nowych umiejętności, ale także na poznawaniu psa i siebie, jako przewodnika, w wielu kontekstach oraz cudownej atmosferze” – Agnieszka i Lucuś

Ekscytacja psa na spacerze

Ekscytacja to jeden z najczęstszych problemów, z jakimi przychodzą do mnie właściciele psów. I dotyczy to zarówno młodych psów na zajęciach psiego przedszkola, jak i tych ciut starszych na kursie podstawy pracy z psem.

Czy Wam też zdarzyło się powiedzieć choć jedno z poniższych zdań?

  • mój pies wszystko super wykonuje w domu, na spacerze jak mu się chce lub wcale
  • mój pies nie ciągnie na smyczy, chyba że zobaczy jakiegoś psa lub poczuje atrakcyjny dla niego zapach
  • mój pies nie chce żadnych nagród, jak zobaczy innego psa (choć w domu zjada wszystko i uwielbia się bawić)
  • mój pies staje się praktycznie głuchy, gdy zobaczy innego psa

Jeśli tak, to doskonale rozumiecie, jak dużym utrudnieniem spacerowym jest właśnie ekscytacja.

Zapraszam Was w pierwszej kolejności do wysłuchania krótkiego wykładu, który tematu oczywiście nie wyczerpuje, ale podkreślam w nim kilkukrotnie, jak ważna jest praca w domu, w spokojnych dla psa warunkach, aby później móc korzystać z tych umiejętności na spacerach.

W warunkach spacerowych nie zawsze mamy kontrolę nad rozproszeniem, które wprowadza naszego psa w bardzo silny stan ekscytacji – psy podbiegacze, ludzie idący z psem wprost na nas pomimo naszych próśb
(czasem puszczenie smyczy w ostatnim momencie, żeby pieski mogły się przywitać). W domu natomiast mamy pełną kontrolę nad dostępem do rozproszenia, więc mamy łatwość w nauczeniu psa podejmowania dobrych decyzji. Od nas bowiem zależy bliskość rozproszenia, jego intensywność i takie ustawienie kryteriów pracy, by pies zrozumiał stawiane przed nim zadania.

Zaczynamy od wzmocnienia chodzenia na luźnej smyczy i podążania za nami. Tu budujemy wartość bycia przy nas, wartość bycia na smyczy, natomiast kolejnym krokiem jest sprawdzenie tej wartości poprzez ekspozycję na rozproszenie.

Pamiętajcie, że psy zachowują się najlepiej jak potrafią z tą edukacją, którą im daliśmy w środowisku, w którym tego oczekujemy. Jeśli więc gdzieś napotykacie problem, odpowiedzcie sobie na pytanie: czy to brak w edukacji, czy oczekujecie tego w zbyt trudnych dla psa warunkach.

Jeśli jesteś z Warszawy bądź okolic i chcesz popracować pod okiem doświadczonego trenera, serdecznie zapraszam na Szczeniaczkowo bądź kurs Podstawy Pracy z Psem.

Cudownej zabawy

Dorota

Spacery – nieprzyjemny obowiązek czy codzienna przyjemność

IMG_9387-642x428

Kilka razy w miesiącu organizuję spacery socjalizacyjno – treningowe. Uwielbiam ten nasz wspólny czas spędzony w lesie, w trakcie którego cała uwaga poświęcona jest psom. Przychodzą psy różnych ras, począwszy od ozdobnych, na molosach kończąc. Natomiast to, co je łączy, to reaktywność na widok innych psów bądź totalny brak współpracy w warunkach leśnych.

Nie będę się skupiać na kwestiach technicznych, jak sobie radzić doraźnie w takich sytuacjach, ale chciałabym skupić się na tym, co dla mnie jest najbardziej istotne. Na doświadczaniu.

Jeśli dla Waszego psa wyjście do lasu jest świętem raz na kilka miesięcy, nie dziwcie się, że nie ma chęci z Wami współpracować. On jest w raju, do którego rzadko go zabieracie. Pozwólcie mu pierwsze pół godziny węszyć, nacieszyć się tą obecnością w lesie. Nie wymagajcie od niego posłuszeństwa, ale zapewnijcie mu bezpieczeństwo doświadczania. I dopiero jak pierwsze zachłyśnięcie się zacznie maleć, zaproponujcie swojemu psu wspólną zabawę. Taką, jaką lubi najbardziej. Możecie wspólnie pościgać się z wiatrem, chodzić pomiędzy gałęziami, szukać zagubionej w trawie piłki, polować na Wasze smakołyki czy szarpać się ulubioną zabawką. To Wam otworzy drogę do współpracy opartej na zabawie, przyjemności.

Każdy silny bodziec, który występuje rzadko, ma zazwyczaj ogromną siłę rażenia. Więc jeśli las wywołuje skrajnie silne emocje, nie unikajcie tego miejsca. Spacerujcie tam możliwie często, żeby zminimalizować jego wartość. Przecież nawet schabowy jedzony codziennie straci swój urok 😉

Podobnie z psami na spacerze. Jeśli jedyną rozrywką Waszego psa są dzikie szaleństwa z innymi psami, chodźcie często z nimi na spacer równoległy i Wy proponujcie psu zabawę. Może i pierwszy raz bądź dwa będą dla Was trudne, ale z czasem inne psy staną się neutralnym elementem życia w społeczeństwie. I wtedy też otwieracie sobie przepiękną przestrzeń do współpracy, spacer z psem staje się Waszą wspólną podróżą, a nie tylko nudnym chodzeniem obok siebie.

Miłego dnia Kochani!

Dorota