Przywołanie psa w sytuacji codziennej – w domu, w ogrodzie czy na spokojnym spacerze – bywa dla wielu opiekunów stosunkowo łatwe. Ten sam pies, który bez wahania reaguje na komendę „do mnie” w parku, może jednak całkowicie „ogłuchnąć” w momencie, gdy na horyzoncie pojawi się sarna, zając czy stado dzików. To doświadczenie jest frustrujące, stresujące i często prowadzi do wniosku, że pies jest „uparty”, „nieposłuszny” albo „robi na złość”. W rzeczywistości jednak problem ten jest znacznie bardziej złożony i głęboko zakorzeniony w biologii psa, jego ewolucji oraz mechanizmach działania mózgu.
Aby zrozumieć, dlaczego pies tak trudno odwołuje się od dzikiej zwierzyny, trzeba cofnąć się o tysiące lat – do czasów, gdy przodkiem psa był wilk. Wilki są drapieżnikami, których przetrwanie zależało od umiejętności tropienia, pogoni i polowania. Te zachowania nie były wyuczone – były wrodzone, zapisane w układzie nerwowym i wzmacniane przez dobór naturalny. Udomowienie psa nie polegało na „usunięciu” instynktów łowieckich, lecz na ich modyfikacji. Człowiek selekcjonował psy pod kątem przydatności użytkowej: jedne miały gonić i chwytać zwierzynę, inne ją wystawiać, jeszcze inne pilnować stad lub tropić zapach. Nawet rasy uznawane dziś za „rodzinne” czy „kanapowe” wciąż noszą w sobie genetyczne ślady drapieżnika. Gdy pies widzi uciekające zwierzę, uruchamia się w nim sekwencja łowiecka: zauważenie → skupienie → pogoń → chwyt. To automatyczny proces, nad którym kora mózgowa – odpowiedzialna za podejmowanie świadomych decyzji – ma ograniczoną kontrolę. Oznacza to, że pies w danej chwili nie „wybiera” ignorowania opiekuna; jego mózg działa w trybie, który przez tysiące lat decydował o przeżyciu. Widok, zapach lub dźwięk zwierzęcia uruchamia gwałtowny wyrzut dopaminy, noradrenaliny i adrenaliny. Są to neuroprzekaźniki odpowiedzialne za pobudzenie, koncentrację i motywację. Dopamina nie jest „hormonem szczęścia”, jak często się ją nazywa, lecz neuroprzekaźnikiem oczekiwania nagrody. Pogoń za zwierzyną jest dla psa jedną z najsilniej nagradzających czynności, jakie istnieją. Nawet jeśli pies nigdy nie złapał sarny, sama pogoń jest dla niego ekstremalnie satysfakcjonująca. W porównaniu z tym intensywnym bodźcem, głos opiekuna – nawet jeśli normalnie kojarzy się z nagrodą – jest znacznie słabszy. Pies nie ignoruje komendy złośliwie; jego układ nerwowy jest chwilowo niezdolny do przetwarzania mniej intensywnych bodźców.
Wielu opiekunów uważa, że jeśli pies „zna komendę”, to powinien ją wykonać w każdej sytuacji. Tymczasem z perspektywy psychologii uczenia się, pies zna komendę tylko w takich warunkach, w jakich była ona ćwiczona i wzmacniana.
Jeżeli przywołanie było trenowane głównie w domu, na podwórku lub w spokojnym parku, to pies nie nauczył się reagować na tę komendę w obecności ekstremalnych rozproszeń. Dla psa „do mnie” w lesie, przy sarnie, to zupełnie inna komenda niż „do mnie” w kuchni.
Co więcej, jeśli pies choć raz doświadczył, że zignorowanie przywołania i pogoń za zwierzyną były możliwe, a nawet przyjemne, to to zachowanie zostało silnie wzmocnione. Każda udana pogoń – nawet bez złapania – zwiększa prawdopodobieństwo, że pies zrobi to ponownie.
W momencie pojawienia się dzikiej zwierzyny pies doświadcza konfliktu motywacji: z jednej strony istnieje relacja z opiekunem, wyuczone zachowania i wcześniejsze nagrody, z drugiej – potężny impuls instynktowny. W większości przypadków instynkt wygrywa, ponieważ jest starszy ewolucyjnie i silniej zakorzeniony. Dla większości psów przywołanie oznacza przerwanie czegoś niezwykle ekscytującego. To trochę tak, jakby poprosić człowieka, aby natychmiast przerwał coś, co jest dla niego spełnieniem marzeń, w zamian za coś znacznie mniej atrakcyjnego. Jeśli nagroda za powrót nie jest konkurencyjna wobec samej pogoni, pies nie widzi powodu, by z niej zrezygnować.
Nie bez znaczenia jest również emocjonalna reakcja człowieka. Gdy pies rusza za zwierzyną, opiekun często krzyczy, wpada w panikę, złość lub strach. Dla psa takie emocje nie są sygnałem do powrotu, lecz kolejnym chaotycznym bodźcem, który może jeszcze bardziej zwiększyć pobudzenie.Jeśli po powrocie pies spotyka się z karą, krzykiem lub napiętą atmosferą, uczy się, że powrót do opiekuna po pogoni jest nieprzyjemny. W efekcie następnym razem będzie jeszcze mniej skłonny do przerwania pościgu.
Nie wszystkie psy mają taki sam poziom trudności z przywołaniem od zwierzyny. Rasy myśliwskie, pasterskie czy pierwotne zostały selekcjonowane pod kątem silnej reaktywności na ruch i zapach. U nich instynkt pogoni jest wyjątkowo intensywny. Jednocześnie nawet w obrębie tej samej rasy istnieją ogromne różnice indywidualne. Temperament, wcześniejsze doświadczenia, poziom samokontroli i relacja z opiekunem mają ogromny wpływ na zachowanie psa w sytuacjach wysokiego pobudzenia.
Mówienie o „nieposłuszeństwie” psa w kontekście pogoni za zwierzyną jest uproszczeniem, które nie oddaje istoty problemu. Pies nie podejmuje moralnej decyzji o złamaniu zasad. Jego zachowanie jest wynikiem działania układu nerwowego w konkretnych warunkach. Zamiast postrzegać sytuację jako walkę o dominację czy testowanie granic, lepiej spojrzeć na nią jak na problem regulacji emocji i kontroli impulsów – umiejętności, które muszą być systematycznie i stopniowo budowane.
Zrozumienie, dlaczego tak trudno przywołać psa od dzikiej zwierzyny, prowadzi do bardziej realistycznych oczekiwań. Nie każdy pies będzie w stanie w 100% zrezygnować z pogoni, zwłaszcza w młodym wieku lub przy braku odpowiedniego treningu.
Odpowiedzialność spoczywa na człowieku, dlatego zamiast oczekiwać strategicznie podejdź do :
Jeśli potrzebujesz wsparcia, zapraszam Cię serdecznie na nasz kurs stacjonarny „Przywołanie to zabawa” oraz do obserwowania naszych podcastów na YouTube
Ściskam ciepło życząc cudownej zabawy w przywołania
Dorota